skip to Main Content
Mostar. Višnia, Meczety I Most

O Mostarze wiedzieliśmy niewiele. Ot, kilka zdań z przewodnika przeczytanych naprędce w drodze z jednego miejsca w drugie. Z niego, podobnie jak z publikacji w internecie, wydawało się, że to miasto jednego mostu. Takiego starego, z czasów osmańskich, który został zniszczony podczas wojny, a potem odbudowany.

Z planowanego noclegu pod namiotem, na pobliskim kempingu wyszły nici. Temperatura powietrza pod koniec września nie rozpieszczała, a my zupełnie nie byliśmy przygotowani na takie warunki. Dzień wcześniej weszliśmy na stronę serwisu noclegowego aby zobaczyć czy nie ma jakichś przecenionych kwater. Okazało się, że możemy przebierać w ofertach. W tym czasie nie ma tam zbyt wielu turystów. W cenie noclegu na kempingu znaleźliśmy kawalerkę w samym centrum starego miasta. Pokoik z łazienką i maleńkim aneksem kuchennym, wyposażonym w suchy prowiant w cenie noclegu. Bomba!

Przybyliśmy na miejsce wieczorem i choć zmęczenie podróżą było aż nadto odczuwalne, nie mogliśmy przepuścić okazji do zobaczenia słynnego mostu w nocy.

Mostar nocą

Za namową dziewczyny, która przekazała nam klucze do mieszkania, skierowaliśmy nasze kroki do restauracji Šadrvan, gdzie z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że mają najlepszą, absolutnie najlepszą, rakiję wiśniową, której smak przekracza wszelkie wyobrażenia. Mają również przepyszne tradycyjne bośniackie jedzenie, przygotowane w oparciu o składniki pochodzące od lokalnych dostawców, ale to rakija jest tam królową oferty. Oczywiście nie znajdziesz jej w karcie menu. Pamiętaj, że rakija to bimber, którego pędzenie jest tak samo nielegalne jak i u nas. Tylko, że tam robi to każdy. I panuje powszechne przyzwolenie społeczne na jego produkcję. Więc jeśli wybierzesz się kiedyś do Mostaru i odnajdziesz restaurację Šadrvan, nawet nie zaglądaj do karty, tylko z marszu poproś o rakiję od višni (czyt. rakja od wiiiszni).

Restauracja Sadrvan w Mostarze. Po lewej rakija wiśniowa. Po prawej "skromna" przystawka do trunku.

Nic dziwnego, że kolejnego dnia rano, zdając mieszkanie, zapytaliśmy właściciela mieszkania o to, czy zna miejsce gdzie można kupić tak dobrą, lub choćby w połowie tak dobrą rakiję. Zasugerował, abyśmy poszli na pobliski targ i zapytali o człowieka imieniem Ale (czyt. Aaaale). Odnaleźliśmy go bez najmniejszego trudu. Oprócz rakiji wiśniowej, kupiliśmy także figową, z granatu i z orzecha włoskiego. Wszystkich skosztowałam przed zakupem i wszystkie zachwyciły mnie swoim smakiem. Ale ma prawdziwy talent do produkcji alkoholu.

Mostar. Stoisko z trunkami domowej roboty mężczyzny o imieniu Ale.

W imię zasady coś dla ciała, coś dla ducha, kolejne swoje kroki skierowaliśmy do meczetu. Udało się nie tylko wejść do środka, ale także, z grupą turystów z Niemiec, wyjść na minaret. Z góry więcej widać. Niestety w przypadku Mostaru, nie zawsze jest to piękny widok. Tutaj inwestuje się znacznie mniej w odbudowę miasta po wojnie niż w Sarajewie, o którym pisałam wcześniej. Dlatego też jej skutki są tu dużo bardziej widoczne.

Mostar. Wnętrze meczetu i widok z minaretu.

W drodze na most, idąc tym uroczym deptakiem wyłożonym otoczakami intensywnie masującymi stopy, mój wzrok przyciągnęła mała cukiernia oferująca tradycyjne bośniackie słodycze. Rahat lokum znaliśmy już dobrze, jest dodawane praktycznie wszędzie do kawy, pozostałe elementy wystawy były dla nas zagadką, której nie mogliśmy się oprzeć.

Tradycyjne bośniackie słodycze - Smokvara, hurmašica, rahat lokum

Pisząc o Mostarze, nie sposób pominąć słynnego mostu, od którego, w XV wieku, rozpoczęto budowę osady w tym miejscu. Wtedy była to konstrukcja drewniana. Dopiero w 1566 roku zamieniono ją na trwalszą, kamienną. Jeśli myślisz, że nazwa miasta wzięła się właśnie od mostu, to jesteś w błędzie. Mostu w tamtych czasach pilnowali strażnicy, zwani mostarami, i to od nich właśnie wzięła nazwę nowa osada. Mostar bardzo długo znajdował się pod panowaniem tureckim, stąd orientalny charakter budynków starówki.

Obecnie most ma charakter nie tylko użytkowy, ale także symboliczny. Łączy nie tylko dwa brzegi rzeki Neretwy, ale także dwie społeczności – muzułmańską i chrześcijańską. W czasie wojny natomiast był miejscem zadawania śmierci. Od maja 1993 do lutego 1994, muzułmańska (lewobrzeżna) część miasta była oblegana przez wojska chorwackie. Chorwaccy snajperzy, podobnie jak Serbowie w Sarajewie, urządzali tu polowania na ludność cywilną, próbującą przedostać się na drugą stronę rzeki. Szacuje się, że w trakcie tych „polowań” zginęło ok. 2000 osób. Chorwacka artyleria zmasakrowała także zabytkowy most, którego fragmenty leżą na brzegu Neretwy. Obecny most jest rekonstrukcją zabytku, odbudowaną w 2004 roku zgodnie ze sztuką budowlaną osmańskich konstruktorów z XVI wieku. Więcej na temat mostu pisze Paweł Osmólski w swoim artykule. Polecam.

Jedną z atrakcji stanowią skoczkowie, którzy po zebraniu odpowiedniej sumy od turystów, skaczą do zimnych wód rzeki Neretwy, która w tym miejscu ma 3 metry głębokości. Dziś robią to tylko pod turystów, kiedyś natomiast, skoki były sposobem demonstracji męstwa i odwagi młodych mężczyzn przed wybrankami serca. Każdy, kto ma ochotę i dość odwagi, by skoczyć, może to uczynić. Aczkolwiek ten przywilej kosztuje.

W budynku przylegającym do mostu po stronie muzułmańskiej znajduje się muzeum, w którym znajdziesz wiele zdjęć oraz filmy z oblężenia Mostaru. Warto tam wejść i zobaczyć jaką masakrę zafundowali Chorwaci mieszkańcom tego miasta.

Mostar. Słynny Most Turecki na rzece Neretwie

Mało kto wie, że nieopodal słynnego Tureckiego Mostu, stoi jego prototyp, zbudowany osiem lat wcześniej. Znacznie mniejszy, ale wykonany dokładnie tą samą metodą, innowacyjną jak na tamte czasy, polegającą na łączeniu bloków kamiennych metalowymi prętami i płynnym ołowiem.

Mostar. Prototyp Mostu Tureckiego

Będąc w Mostarze, bardziej niż gdziekolwiek indziej, warto wyjść poza granice starówki (szczególnie w części muzułmańskiej), i na własne oczy zobaczyć jak wielu skutków działań wojennych jeszcze nie usunięto. Ze względu na ograniczony budżet i bardzo niewielkie przychody z turystyki, odbudowa miasta postępuje tu znacznie wolniej niż np. w Sarajewie czy miastach chorwackich. Warto także pospacerować po cmentarzach, które w latach 93-94 urosły tutaj w miejscach skwerów i parków.

Ślady wojny w muzułmańskiej części Mostaru

Jeśli chcesz obejrzeć więcej zdjęć z naszego pobytu w Mostarze, zajrzyj na nasz fanpage na Facebooku, gdzie umieściliśmy galerię.

Ten wpis ma 13 komentarzy
  1. Byłem tu w 1996, most był tymczasowy, namiastka tego, który został zburzony. Wszędzie straszyły domy bez okien i z dziurami po kulach. Straszne przeżycie. Mostar był pusty. Niesamowite brzemię niesie to miasto 🙁

  2. Wiedziałam, że to jakieś słodycze są 🙂
    Za Rakiją nei przepadam, ale nigdy w zasadzie nie piłam smakowej a jak widać jest w czyms wybierać 😉 Następnym razem zatem 🙂

    1. My tego nie doświadczyliśmy. Ale po powrocie do Polski, spotkałam studentkę, która przez rok mieszkała w Bośni. Twierdziła, że niemal każda jej rozmowa z Bośniakami, w pewnym momencie schodziła na temat wojny.

  3. Wszyscy piszą o alkoholu to i ja napiszę 🙂 Rakija mnie do siebie nie przekonała, ale wiśnióweczka to coś zupełnie innego – na pewno by się przyjęła 🙂
    W Mostarze nigdy nie byłam, ale tak jak zapewne każdy (albo chociaż większość osób), kojarzę to miasto tylko i wyłącznie przez most. Robi wrażenie na zdjęciu nocnym i na tym kolejnym, ale kiedy perspektywa się zmienia tak jak na tym zdjęciu od dołu, to według mnie czas pryska.

  4. Ciekawy i przydatny wpis. Będąc znowu w Mostarze spróbuję wybrać się do restauracji Šadrvan.
    Rakija rakiji nie równa. Kiedyś kupiłem w Serbii gruszkową i w Albanii typową lozę z winogron. Wrażenia smakowe diametralnie różne. Próbowałem też masę smakowych na degustacji i niektóre są świetne. Najbardziej smakowała mi rakija z… sic! … mango.

    Przypomniało mi się, że w miejscu z 7 zdjęcia od końca natura zaczęła przejmować budynek. W środku zaczęły rosnąć drzewka i jakieś pnącza.

  5. Rakija wiśniowa <3 Wygląda bardzo kusząco 🙂 I bardzo mi się podoba Wasz blog, zostaję tu na dłużej, bo wschodnie kierunek wschód (zarówno w Polsce, jak i w Europie) bardzo mnie ciągnie 🙂

      1. Wybieramy się z mężem w tym roku do BiH. Zapamiętam sobie tę rakiję. Nawet zmienię plan podróży i zaplanuje w Mostarze nocleg tak kuszącą wygląda 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back To Top