skip to Main Content
Budapeszt: Długi Majowy Weekend Na Spontanie

Pomysł na długi majowy weekend był zupełnie inny. Mieliśmy wędrować we dwoje po słowackich górach, spać pod namiotem i jeść to co sami sobie na te góry wytargamy. Tymczasem pogoda zweryfikowała nasze plany dość solidnie.

Dziura w chmurach

Dwa dni przed wyjazdem, sącząc piwo na rzeszowskim rynku, wędrowaliśmy palcem po mapie z prognozą pogody. Jedyna luka w chmurach, jaką udało nam się znaleźć w rozsądnej odległości od Rzeszowa, znajdowała się nad Budapesztem. Nie zastanawiając się nic a nic, zmieniliśmy plany wyjazdowe i przystąpiliśmy do szukania noclegu w stolicy Węgier. Nie było łatwo. Początek maja jest terminem wzmożonych wyjazdów w całej Europie. Na wszystkich serwisach noclegowych jakie znamy, oferta była już mocno przebrana i mało atrakcyjna finansowo. W międzyczasie pojawiły się dwie dodatkowe osoby chętne na wspólną wycieczkę. Jakimś cudem, na serwisie airbnb udało się znaleźć kawalerkę, w ścisłym centrum Budapesztu, za 40 zł/os/noc. Jedziemy!

Tokajskie wino z plastikowej butelki

Po drodze do Budapesztu warto zahaczyć o Tokaj. Jest to niewielka, urocza miejscowość, słynąca z wyśmienitych win z lokalnych szczepów winorośli, m.in.: Aszu, Sargomuskotaly, Furmint.Wina te można kupić w każdym sklepie w centrum miasta za ok. 500 Ft/l (czyli ok. 7 zł/l). Cena ta dotyczy wina w 2-5 litrowych butelkach plastikowych. Wbrew pozorom nie jest to wcale towar z niższej półki, lecz dobre, wysokogatunkowe wino z lokalnych winiarni, przeznaczone do spożycia w ciągu kilku miesięcy. Jeśli chcemy kupić wino na prezent lub z przeznaczeniem dłuższego przechowywania, lepiej kupić te w tradycyjnych szklanych butelkach z korkiem. I choć w środku znajduje się dokładnie to samo wino, jego koszt jest często dwukrotnie wyższy.

Zwiedzanie Budapesztu

Jako, że pomysł wyjazdu do stolicy Węgier narodził się spontanicznie, nie było czasu na dokładne przygotowanie się do zwiedzania. Kupiliśmy plan miasta, przewodnik, przeczytaliśmy i wydrukowaliśmy kilka wpisów na blogach. Plan zwiedzania został opracowany na miejscu, podczas degustacji tokajskiego wina.

Wieczór dnia pierwszego

przeznaczyliśmy na przechadzkę po Peszcie – wschodniej części miasta. Obszar między ulicami Karoly krt, Rakoczi, Erzsebet i Kiraly to teren dzielnicy żydowskiej. Przed II wojną światową Żydzi stanowili 20 procent mieszkańców Budapesztu. Pod koniec wojny węgierscy naziści wraz z hitlerowcami w ciągu jednej nocy wymordowali 30 tys. Żydów, których ciała wrzucili do Dunaju. Obecnie dzielnica żydowska tętni jednak życiem. Wielu jej mieszkańcom udało się przeżyć wojnę, a Ci, którzy uciekli, po jakimś czasie wrócili do Budapesztu. Dziś działają tam 22 synagogi, Seminarium Rabiniczne, łaźnie rytualne i koszerne restauracje. Gdybyśmy mieli więcej czasu, z pewnością zwiedzilibyśmy Wielką Synagogę i Muzeum Żydowskie.

Weekend w Budapeszcie. Drzewo Życia - pomnik przy Wielkiej Synagodze. Biegun Wschodni
Weekend w Budapeszcie. Drzewo Życia - pomnik przy Wielkiej Synagodze

Po zapadnięciu zmroku wdrapaliśmy się na dość strome Wzgórze Gellerta, na którym stoi Cytadela. Można stamtąd podziwiać piękną panoramę całego miasta… jeśli tylko uda nam się przedrzeć do barierki przez tłum turystów.

Dzień drugi – Wzgórze Zamkowe

Na tę część miasta warto poświęcić cały dzień, bo jest co oglądać. Zwiedzanie zaczynamy od strony północno-zachodniej, gdzie przed murami starego miasta, od strony Bramy Wiedeńskiej od razu trafiamy na pierwszy, a zarazem jeden z wielu, polskich pierwiastków – pomnik Władysława Jagiełły i królowej Jadwigi.

Po przekroczeniu Bramy Wiedeńskiej, wzrok przyciąga przepiękny budynek Archiwum Państwowego i rząd kolorowych kamieniczek z dużymi, solidnie wykonanymi bramami. Tego typu bram w Budapeszcie, a szczególnie w starych budynkach, znajdziemy wiele. Niektóre są minimalistyczne, inne fantazyjnie zdobione. Za dużymi ciężkimi odrzwiami w przeszłości znajdowały się winne piwnice.


Kierując się na prawo, wzdłuż budynku Archiwum, dochodzimy do ruin wielokrotnie burzonego i odbudowywanego kościoła z XIII wieku, obecnie – miejsca rodzinnych rozrywek.

Po drodze mijamy małą księgarenkę z tanimi używanymi książkami w języku angielskim. Spędzamy tam trochę czasu, czego efektem jest zapas nowych starych książek, które będziemy czytać w zimie.

Nie możemy się oprzeć podziemnej trasie, do której wejście znajduje się przy ulicy Uri 9. Można tam przenieść się w czasie do poprzednich epok, pospacerować między manekinami w strojach z tamtych czasów, posłuchać z nimi muzyki i nie tylko… Nie bez powodu trasa zwana jest podziemnym labiryntem. Polecamy wszystkim, którzy lubią się bać.

Kierujemy się następnie do najpiękniejszej części starówki, gdzie stoi kościół św. Macieja, pomnik św. Stefana – pierwszego króla i patrona Węgier, Baszta Rybacka, a pośrodku starych murów… zupełnie niepasujący do otoczenia nowoczesny Hotel Hilton.


Z tej części wzgórza roztacza się piękny widok na Parlament. Niestety nie można się nim długo cieszyć. Zbyt dużo turystów dookoła.

Kolejnym punktem naszego spaceru jest zamek oraz stojący obok niego pałac prezydencki. Nieubłaganie goni nas burza, więc nie kontemplujemy zbyt długo. Aczkolwiek gdyby ktoś miał ochotę i nieco bardziej sprzyjające warunki pogodowe, warto zatrzymać się tam na dłużej.



Wieczorny spacer po Budapeszcie

Kilka zdjęć i nic do dodania.


Dzień trzeci – Wyspa św. Małgorzaty

Na wyspę docieramy komunikacją wodną – małym stateczkiem, kursującym od brzegu do brzegu co kilkanaście / kilkadziesiąt minut.

Wyspa jest uroczym miejscem, z ruinami kościołów, ogrodami botanicznymi, mini-zoo z różnymi zabawnymi zwierzętami, wypoczywającymi na kocach ludźmi oraz amatorami różnorodnych sportów. Miejsce to tętni życiem i pozytywnymi fluidami.



Ostatni wieczór w stolicy Węgier

Mimo nieustannie padającego deszczu, decydujemy się na odwiedzenie jeszcze trzech miejsc. Pierwszym z nich są najstarsze stacje najstarszego metra w Europie. Znajdują się one na linii metra M1. Wagony tej linii są krótsze od standardowych, a stacje mniejsze.

Drugą atrakcją wieczoru jest zamek Vajdahunjad, który w rzeczywistości jest tylko pustą atrapą. Obiekt ten został zbudowany w 1896 roku jako główna hala targów milenijnych, zorganizowanych z okazji 1000-lecia istnienia państwa węgierskiego. Trzeba przyznać, mieli rozmach. Bryła zamku nawiązuje do różnych stylów architektonicznych, które wpisały się w historię Węgier: gotyckiego, renesansowego i barokowego. Obiekt tak spodobał się mieszkańcom Budapesztu, że na ich wniosek, zamek odbudowano z trwałych materiałów.

W drodze na stację metra przechodzimy przez Plac Bohaterów z Pomnikiem Tysiąclecia. Przedstawia on najważniejszych przywódców państwa węgierskiego z górującym nad nimi archaniołem Gabrielem.

Przydatne informacje

Waluta: Forint (ft), 1000 ft = 14 zł
Przykładowe ceny: jednorazowy bilet na metro 350 ft, bilet do Labiryntu 2000 ft, piwo w sklepie od 300ft, piwo w restauracji od 600ft, obiad w restauracji 1500-2500ft
Strona komunikacji miejskiej: http://www.bkk.hu/en
Strona rowerów miejskich: http://www.bkk.hu/bubi/

Ten wpis ma 5 komentarzy
  1. Ja się z Budapesztem nie zaprzyjaźniłem, ale wydaje mi się, że to wszystko wina złej pory, kiedy przyjechałem i ogólnie kiepskiej aury. Myślę, że na majówkę 2015 może to być idealna destynacja! Pozdrawiam!

  2. Byłam w Budapeszcie dawno temu (z biurem podróży w dodatku!) i chętnie wybrałabym się ponownie, tym razem żeby sobie połazić zupełnie własnymi ścieżkami…

  3. Zajrzałam do Budapesztu w drodze do i z Azji w zeszłym roku i wciąż czuję niedosyt. Dzięki za ciekawą relację, lubię wracać wspomnieniami do miejsc, w których już byłam 🙂

  4. W Budapeszcie byłam już bardzo dawno, ale pamiętam, że mnie zauroczył fontannami i wieloma placami, takimi w stylu włoskim. Gdybym wybrała się tam teraz, na pewno pojechałabym po wino w Tokaju 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back To Top