skip to Main Content
Kilka Gadżetów, Które Ułatwiły Nam Podróże Z Małym Dzieckiem

Za nami półtora roku wspólnych podróży. Setki kilometrów pokonanych wszystkimi możliwymi środkami transportu. Dziesiątki godzin spędzonych w drodze. Wiele ochów i achów ze strony naszych znajomych w kierunku Nadii, jaka to ona wyjątkowa, że daje się nam tak wozić i nie marudzi. I ani jednego dla nas, jakimi jesteśmy zaradnymi rodzicami, że potrafimy zapanować nad małym dzieckiem w podróży. Bo trzeba wiedzieć, że Nadię, jak każde inne dziecko, podróż męczy i nudzi. A jak dziecko zmęczone i co gorsza znudzone, to niezadowolone. A jak niezadowolone, to marudzi. Nie jest pod tym względem żadnym wyjątkiem. Mam wrażenie, że wyjątkowi jesteśmy my. Bo mamy świadomość możliwych i potencjalnych powodów niezadowolenia, i staramy się, bardzo się staramy, ekstremalnie się staramy im przeciwdziałać. Najlepiej – zanim wystąpią.

Tym razem dzielę się z wami kilkoma moimi odkryciami – akcesoriami i gadżetami, które pomagały i nadal pomagają nam przetrwać trudy podróżowania z dzieckiem. I po cichu liczę na to, że i wy podzielicie się swoimi patentami w komentarzach 🙂

Chusta i nosidło

Szczerze? Nie wyobrażam sobie podróżowania z niemowlakiem bez chusty, a potem nosidła. Bo zakładam, że wiecie, że w chuście można nosić od narodzin, natomiast w nosidle (jakimkolwiek) dopiero od momentu kiedy dziecko samo stabilnie siada (nawet jeśli producent wciska wam kit, że można wcześniej, jeśli tylko dokupi się odpowiedni dodatek). Tak więc najpierw nosimy dziecko w chuście, a mniej więcej kiedy ma 6-9 miesięcy możemy się przesiąść do nosidła ergonomicznego. Kiedy i gdzie przydają się te dwie rzeczy w podróży? Właściwie wszędzie i zawsze. Odprawa lotnicza, podróż pociągiem, zwiedzanie muzeów, wędrówki po miastach, trekking… Małe dziecko potrzebuje być blisko mamy, czuje się wtedy bezpieczne i jest spokojne. Jeśli zapewnimy niemowlakowi tę podstawową dawkę bliskości w postaci co najmniej kilku godzin tulenia dziennie, uwierzcie mi, jest znacznie spokojniejszy, weselszy, a podróż staje się przyjemniejsza.

Przeczytaj:

Ocieplacz do chusty i nosidła

Ocieplaczy na rynku znajdziecie mnóstwo. Większość służy do tego, co sugeruje nazwa. Warto jednak spojrzeć na ich zastosowanie szerzej i wybrać ocieplacz, który będzie pomocą całoroczną, a nie akcesorium stricte zimowym. My postawiliśmy na ocieplacz firmy Mabibi, który składa się z dwóch warstw – grubaśnego polaru i lekkiej wodoodpornej warstwy wierzchniej. Warstwy można złączyć – wtedy uzyskujemy zimową osłonkę, chroniącą dziecko przed mrozem, śniegiem i wiatrem, ale można też odpiąć polar i używać samej warstwy wierzchniej od wiosny do jesieni w charakterze płaszczyka przeciwdeszczowego. U nas jest to stały element wyposażenia plecaka wycieczkowego. Mogę zapomnieć parasola, ale osłonki przeciwdeszczowej dla dziecka nie zapomnę.

Przeczytaj:

Nerka do zadań specjalnych

Jeśli już jesteśmy przy produktach bielskiej firmy Mabibi, nie mogłabym pominąć ich wielkiej nerki zaprojektowanej z myślą o podróżujących (i nie tylko) rodzicach. Po pierwsze – wodoodporna. Po drugie – ogromna – zmieści i pampersa, i chusteczki, i portfel, i smartfon, i butelkę, i jeszcze parę innych akcesoriów. Po trzecie – posiada uchwyty do wózka. Po czwarte – odporna na kieszonkowców – posiada pancerne zapięcie uniemożliwiające błyskawiczne odpięcie nerki bez naszej wiedzy. Po piąte – rączki mam wolne a przy ruchliwym dziecku to w sumie chyba najważniejsza zaleta. Przyznaję, że to moje odkrycie roku 2017.

Zabawka – korale z naturalnych materiałów

Zazwyczaj nie zabieramy w podróż żadnych zabawek. Najczęściej jedzie z nami jakaś książka i ewentualnie coś, co jest dopasowane do aktualnych zainteresowań dziecka i pomoże mu na chwilę zapomnieć o niedogodnościach podróży. Najlepiej żeby było uniwersalne i możliwe do wykorzystania na różne sposoby. Jednym z takich gadżetów są korale z naturalnych materiałów. Malutkie dziecko będzie śledziło je wzrokiem i próbowało chwytać rączkami, nieco większemu korale posłużą za bezpieczny gryzak i ukoją ból związany z ząbkowaniem. Półtoraroczna Nadia po prostu zakłada je sobie na szyję i przegląda się w lustrze, a jeśli przyjdzie jej ochota, uczy się na nich liczyć (opanowała już 1-10). Aż sama jestem ciekawa co przyniesie przyszłość, bo wygląda na to, że korale są zabawką nieśmiertelną. A przy okazji są lekkie i zajmują mało miejsca – idealny gadżet do zabrania w podróż.

Pamiętajcie jednak, aby wybierać korale, co do których macie pewność, że są wykonane w 100% z naturalnych materiałów – surowego, dobrze wygładzonego drewna, sznurka bawełnianego, barwników spożywczych. Większość firm niestety sprowadza elementy z Chin, a w tamtych fabrykach nie obowiązują żadne standardy bezpieczeństwa. Te korale, które my mamy, w całości zostały wykonane w Estonii, z drewna jałowca i naturalnych nici, przez firmę KangarooCare.

Kubek 360°

Moje dziecko do szóstego miesiąca życia nie znało innego pożywienia ani napoju niż mleko matki, co skutkowało totalnym niepowodzeniem w późniejszych próbach dopajania wodą z butelki czy kubka niekapka. Nie pasowało jej to i już. Za to bardzo chętnie próbowała naśladować dorosłych pijąc ze szklanki. Wiadomo jak to się najczęściej kończy w tym wieku. Jednak wraz z wprowadzeniem do menu pokarmów stałych, należało również włączyć wodę. Zbawienny okazał się kubeczek 360°, który udając zwykły kubek, na tyle skutecznie przechytrzył dziecko, że zaczęło z niego pić. Potem pojawił się bidon i picie z rurki, ale kubeczek z nami pozostał jako towarzysz podróży samochodem – młoda chętnie z niego piła leżąc w foteliku, a ja byłam spokojna, że nic się z niego nie wyleje a dziecko nie zachłyśnie się zbyt dużą ilością płynu. My akurat używaliśmy kubeczka marki Lovi, ale to dzieło przypadku – po prostu taki był w sklepie. Po roku użytkowania nie mam do niego zastrzeżeń i jestem skłonna go polecić.

Laktator elektryczny

Wielogodzinna podróż i zmiana klimatu nieprawdopodobnie wpływają na laktację, szczególnie przez pierwszy rok karmienia. Potem organizm matki funkcjonuje już na innych zasadach i jest łatwiej, ale przez pierwszych kilka miesięcy karmienia piersią laktator to atrybut nieodzowny w domu, a w podróży tym bardziej. Jeśli nie chcesz poświęcić urlopu na wizyty u obcych lekarzy z zapaleniem piersi, jesteś skazana na częste przystawianie dziecka i elektrycznego ssaka, jeśli dziecko nie daje sobie rady z klęską urodzaju. Jesteś także na niego skazana, jeśli chcesz skosztować, podkreślam – skosztować, pysznego lokalnego wina. Odciągnięcie pokarmu do butelki pozwoli ci bezpiecznie nakarmić dziecko w czasie, kiedy twój organizm będzie trawił kilka łyczków alkoholu. Pod warunkiem oczywiście, że dziecko akceptuje picie z butelki. Dlatego warto zaopatrzyć się w taki laktator, który odciąga mleko bezpośrednio do butelki, na którą następnie można założyć smoczek. Ja dokonywałam wyboru między dwoma laktatorami – Medela Swing i Lovi Prolactis, i postawiłam na ten drugi. Aczkolwiek obydwa modele są godne polecenia.

Sopelek i katarek

Po jednym z wyjazdów do Wiednia i złapanym tam przez Nadię przeziębeniu, po tym jak w nocy dusiła się katarem a Maciek w tym czasie jeździł po stolicy Austrii w poszukiwaniu apteki i czegokolwiek do odciągania wydzieliny z nosa, aspirator jeździ z nami zawsze i wszędzie. Bo w tym wieku katar może się pojawić w każdym momencie, a małe dziecko nie będzie umiało sobie z nim poradzić. Aspiratory kupicie w każdej polskiej aptece. Niewiele ważą i tyleż samo miejsca zajmują. Rozróżniamy dwa rodzaje – do wyciągania kataru ustami i do wyciągania kataru odkurzaczem. Ten drugi jest lepszy – skuteczniejszy i szybszy. Ale nie wszędzie będziecie mieć dostęp do odkurzacza. Ja, jeśli planujemy nocować w kwaterze prywatnej, zawsze przed wyjazdem pytam, czy na miejscu będziemy mieć dostęp do odkurzacza. Jeśli tak, zabieram „Katarek”, jeśli nie, jedzie z nami „Sopelek”.

Spacerówka do podróży

Z własnego doświadczenia wiemy, że jak tylko dziecko zaczyna stabilnie siadać, warto zaopatrzyć się w wózek spacerowy. Taki, który będzie najwygodniejszy w podróży różnymi środkami transportu. Jakie cechy powinien mieć taki wózek?

  • Powinien być niezawodny, czyli solidna konstrukcja plus koła piankowe
  • Powinien mieć duże koła, aby się go wygodnie prowadziło po zróżnicowanej nawierzchni
  • Powinien się łatwo składać i co ważne – w jednym kawałku, co docenicie szczególnie w podróży samolotem
  • Powinien mieć oparcie rozkładane na płasko – aby dziecko spało w zdrowej pozycji, a przy okazji aby można było łatwo malucha przewinąć
  • Powinien mieć obszerną budkę chroniącą dziecko przed słońcem
  • Powinien być lekki

My postawiliśmy na spacerówkę znanego niemieckiego producenta ABC Design Mint i po kilku miesiącach jej użytkowania jestem w stanie z czystym sumieniem ją polecić.

ABC Design Mint - test wózka spacerówki

Moskitiera do wózka

To chyba najrzadziej kupowane akcesorium do wózków. Błąd. My moskitierę mieliśmy w komplecie do wózka ABC Design Cobra Plus, ale jak się okazało później, pasuje także do spacerówki ABC Design Mint. Jeden z tych gadżetów, które muszą być i zawsze są z nami. Jest na tyle gęsta, że chroni nie tylko przed osami, gzami i komarami, ale także przed meszkami i kleszczami. Póki jest to możliwe, wolę założyć moskitierę na wózek, niż smarować delikatną skórę dziecka szkodliwymi preparatami z DEET. Nie wiem czy są jakieś uniwersalne moskitiery pasujące do wszystkich wózków, ale na pewno należy sprawdzić, czy producent waszego wózka nie ma w ofercie takiego dodatku. A jeśli ma, to warto kupić.

ABC Design Cobra Plus Chilli - test i recenzja wózka
Ten wpis ma 3 komentarzy
  1. U nas już lewej wyżej bo podróże z 2 latkiem i 4 jest nakierunkowane na inne akcesoria, ale gdy chłopcy byli mniejsi to mieliśmy wszystko i czym piszesz prócz laktatorów i wózka :). Do tego dla mnie podróżnym hitem jest plastikowa wierzą z IKEA, która nadaje sie do zabawy na sucho, w wodzie, piasku itp. Zajmuje mega mało miejsca 🙂

  2. My jeszcze nie odbyliśmy żadnej podróży ż dzieckiem. Córka ma pół roku a my od dwóch albo trzech lat nie myślimy na urlopie, wakacjach czy wyjezdzie… chustę mamy, ale w domu prawie nie korzystam, ale myślę nad zakupem nosidla właśnie na wyjazdy głównie. A katarek jest niezastąpiony

  3. Ocieplacz do chusty?? WOW! Dopiero zaczęłam przygodę z chustą i nawet nie wiedziałam, że jest coś takiego, te bluzy wszystkie jakieś takie brzydkie mi się wydają, a to jest prawdziwy HICIOR!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back To Top